Utworzono: niedziela, 10, czerwiec 2012 Redaktor

Czynniki ryzyka związane z inwestowaniem w obligacje korporacyjne

Obligacje korporacyjne, niewypłacalność emitenta, przedterminowy wykupRynek obligacji korporacyjnych nie jest pozbawiony ryzyka. W odróżnieniu od rynku akcji jako inwestor znamy co prawda warunki oprocentowania oraz planowany termin wykupu obligacji, lecz istnieje kilka kategorii pułapek czyhających na inwestora.

Warto zaznaczyć, że oprocentowanie może być stałe lub zmienne. W tym drugim przypadku jest ono zwykle zależne od wskaźnika WIBOR najczęściej 3 lub 6-cio miesięcznego (np. przy WIBOR3M wynoszącym 5% i marży kuponu 7,5% uzyskujemy aktualne oprocentowanie roczne w wysokości 12,5%). W przypadku, gdy na rynku obserwujemy tendencję spadkową stóp procentowych, zwykle wskaźniki WIBOR także się obniżają, co powoduje, że w kolejnych okresach odsetkowych możemy otrzymywać coraz niższe odsetki. W praktyce nie jest to wielki problem, bo na ogół wartość inflacji wówczas też spada, a liczy się się realny zysk z inwestycji.

Ważniejszym czynnikiem wpływającym na bezpieczeństwo naszej inwestycji jest to, czy obligacje są zabezpieczone, czy też nie. Daje się zauważyć na rynku pierwotnym pewnego rodzaju dysproporcje pod względem poziomu zainteresowania obligacjami korporacyjnymi o nawet niskim progu wejścia (ok. 10000-20000 PLN) w zależności od tego, czy obligacje są zabezpieczone, czy też nie. W przypadku tych bez zabezpieczenia nie zachęca inwestorów nawet wysokie oprocentowanie, gdyż nie ma redukcji w zapisach. Ponadto próbując podjąć decyzję o kupnie obligacji, warto zapoznać się z kondycją finansową emitenta, a zwłaszcza z branżą, którą reprezentuje. Wszystko to związane jest z ryzykiem niewypłacalności emitenta w momencie zapadalności obligacji danej emisji (emitent często ma po kilka pakietów obligacji uruchomionych w różnym okresie) lub w przypadku ogłoszenia przez sąd upadłości spółki. W obu tych przypadkach nie należy inwestycji spisywać na straty, bo często taki zarzut pada ze strony inwestujących w akcje, że osoba posiadająca obligacje niewypłacalnej spółki straciła wszystko, podczas gdy akcje (po dużym spadku ich wartości) daje się odsprzedać. Aby zmniejszyć szansę na pechowe trafienie, czyli zakup papierów spółki, która wkrótce może stać się niewypłacalna, warto dokonać analizy zdolności do obsługi zadłużenia spółki.

Należy zadać sobie pytanie, jak duże może być prawdopodobieństwo takiej sytuacji związanej z niewypłacalnością spółki i czy w takim razie inwestowanie w obligacje korporacyjne jest opłacalne? Po pierwsze, zawsze należy stosować dywersyfikację i nie przeznaczać zbyt dużych środków w papiery jednej spółki. Po drugie należy oszacować ryzyko, posługując się choćby rankingiem spółki prezentowanym w wielu przypadkach przez serwis Stockwatch.pl. Ważna jest w tym przypadku kondycja całej branży, np. katastrofalna wręcz sytuacja w 2012 roku firm budowlanych, które z powodu źle podpisanych umów i zatorów płatniczych mają poważne problemy ze spłatą swoich zobowiązań.

W latach 2011/12 mieliśmy do czynienia z kilkoma przypadkami niewypłacalności emitenta, wszystkie procedury są ciągle w toku i inwestorzy mogą (po pewnym czasie) liczyć na częściowe lub całkowite otrzymanie kapitału (choć na ogół bez odsetek). W branży budowlanej były to spółki Budostal-5, Fojud, DSS:

- Historia Budostal-5 ku przestrodze potencjalnych obligatariuszy

- Wpadka na Catalyst: Fojud nie wykupił obligacji

- Fakty: nagłe spadki wycen funduszy IDEA

logo copernicusJak widać inwestor może stracić także, gdy zainwestuje w obligacje pośrednio, czyli poprzez fundusze inwestycyjne. Choć te powinny stosować rozsądną dywersyfikację i sposób zarządzania w obliczu ryzyka. Dobrą strategię wobec DSS zastosował choćby fundusz Copernicus, który podjął decyzję o sprzedaży obligacji jeszcze przed ogłoszeniem upadłości spółki:

- Copernicus Capital TFI sprzedał akcje DSS

Inny fundusz okazał się zbyt zachłanny, inwestując zbyt dużo środków w papiery jednej spółki i to o oprocentowaniu wysoce wskazującym na spore ryzyko:

- Hirny BD nie wykupił obligacji

Piątą firmą, która nie wypłaciła inwestorom pieniędzy jest notowana na GPW spółka Anti, która będąc w trakcie restrukturyzacji w ratach wypłaca inwestorom ich kapitał. Jednak w przypadku ponad 100 innych emitentów jak do tej pory nie ma problemów z wypłacalnością.

Są jeszcze trzy inne czynniki ryzyka, z którymi inwestor musi się liczyć, z których dwa pierwsze dotyczą zakupu obligacji na rynku pierwotnym. Pierwszy z nich odnosi się do tak zwanego „martwego biegu”. Jest to okres o momentu rozpoczęcia przyjmowania zapisów na obligacje (już wtedy trzeba mieć możliwość wycofania pieniędzy z innych form inwestowania, np. funduszy inwestycyjnych), do dnia rozpoczęcia naliczania odsetek. Co prawda sam okres od ostatniego dnia wpłat do pierwszego dnia naliczania odsetek jest krótki, ale i tu mogą pojawić się niespodzianki. Jedną z nich może być sytuacja, gdy emisja nie dojdzie do skutku (za mało chętnych, zwłaszcza przy niezabezpieczonych papierach, których unikają inwestorzy instytucjonalni). Na ogół spółka woli jednak uruchomić daną emisję i natychmiast rozpocząć zbieranie inwestorów do drugiej emisji (to najlepsze rozwiązanie). Niestety w 2012 roku jedna ze spółek postąpiła inaczej. Mowa tu o obligacjach serii A spółki Novainvest, gdzie po ostatnim dniu przyjmowania wpłat podjęto decyzję o przedłużeniu trwania okresu przyjmowania ofert od inwestorów, co spowodowało przesunięcie z 15 marca na 5 kwietnia pierwszy dzień okresu odsetkowego (pieniądze pierwotnie terminowo wpłacone przez inwestorów musiały czekać w okresie bezodsetkowym, co zmniejszyło zyskowność całej inwestycji).

Kolejne ryzyko dla inwestorów z rynku pierwotnego związane jest z wprowadzaniem obligacji na rynek wtórny. Nie każda spółka deklaruje taką możliwość i na to trzeba zwracać uwagę, bowiem bez tego zapisu trudno o odsprzedaż papierów (całości lub części) przed okresem ich zapadalności. Jest to ważne zwłaszcza dla drobnych inwestorów, którzy wykorzystują mechanizm zakupu obligacji za minimalną dopuszczalną kwotę np. 20 000 PLN, a następnie odsprzedają ich część na Catalyst, pozostawiając sobie pakiet papierów spełniający ich zasady budowy zdywersyfikowanego portfela. Problem w tym, że w wielu dokumentach emisyjnych wyrażona jest jedynie chęć wejścia na rynek Catalyst a nie wiążąca deklaracja. Często pojawiają się zapisy typu „spółka będzie starała się wprowadzić obligacje na Catalyst” lub „spółka podejmie próbę wprowadzenia...”. Okres od rozpoczęcia emisji do pojawienia się papierów na rynku wtórnym waha się zwykle w przedziale od 3 do 6 miesięcy. Znamy jednak już jeden przypadek, w którym spółka wycofała się z tej deklaracji, argumentując to zbyt małą kwotą zebraną z całej emisji (zaledwie 275 000 PLN).

Ostatni czynnik ryzyka dotyczy zwłaszcza inwestorów z rynku wtórnego, którzy widząc atrakcyjne obligacje godzą się kupić je za kwotę przewyższającą ich wartość nominalną i do tego płacąc prowizję od zakupu. Ma to związek z zapisem w papierach emisyjnych (często stosowany zapis), który przewiduje możliwość przedterminowego wykupu tych obligacji na żądanie emitenta. Wówczas planowany przez inwestora zysk rozłożony w czasie okaże się mniejszy od zakładanego. Tego typu sytuacje mają miejsce, przykładowo wysyp takich rozwiązań obserwowaliśmy w pierwszym kwartale 2012 roku. Spółki czasem kończą swe inwestycje przed czasem i nie potrzebują nadmiernego kredytowania, czasem też dokonują tego z powodu możliwości wyemitowania nowych serii obligacji z niższym oprocentowaniem.

 

 

niewypłacalność emitenta